niedziela, 22 marca 2015

Top 3 gier imprezowych!

Jestem największą miłośniczką gier imprezowo-familijnych na świecie! Przyznaję się bez bicia. Kocham gry, w które może grać zarówno mało, jak i wielu graczy, którzy mogą być młodzi, jak i w podeszłym wieku. Kocham gry, które uczą czegoś więcej od zaplanowania strategii. Kocham gry, w których zabawa jest ważniejsza od wygranej. Poznajcie moje top ulubionych gier imprezowo-rodzinnych!

3. Dixit
Gra od 3 do 6 osób (ale my gramy na więcej, dorabiamy króliczki i żetony i jest jeszcze fajniej! No chyba że macie Odyssey).  Cudowna gra! Chodzi w niej o to, żeby zdobyć jak najwięcej punktów poprzez wymyślanie abstrakcyjnych haseł – Ty wymyślasz hasło, kładziesz zakrytą kartę, inni kładą swoje, tasujecie i rozkładacie na stole. Rozpoczyna się głosowanie – każdy oprócz „wymyślacza” kładzie zakryty numerek zgodnie ze swoimi przypuszczeniami, która karta może należeć do twórcy hasła. Jeśli wszyscy zgadli lub wszyscy nie zgadli – każdy oprócz narratora dostaje 2 punkty. Jeśli nie zgadli wszyscy, ale przynajmniej jedna osoba – to ona dostaje 3 punkty wspólnie z narratorem. Jeśli ktoś wskazał hasło osoby która nie jest narratorem, otrzymuje ona tyle punktów, ile osób zagłosowało na jej kartę.




Zasady banalne, a rozgrywka emocjonująca! Trzeba nieźle się wysilić, żeby ktoś nas zgadł, ale jednak nie wszyscy. Abstrakcyjne myślenie w tej grze jest bardzo pożądane! Zabawa jaka jej towarzyszy jest świetna, a każda rozgrywka inna. Karty są tak bardzo różne i ładne, a jeśli gracie z dodatkiem – macie ich mnóstwo, co oznacza niezliczoną ilość fantastycznych kombinacji. Ola nie lubi tej gry, bo jej wyobraźnia sięga do poziomu trolla górskiego (ale za to jest dobra w wykiwaniu kumpli w Munchkinie!). Jeśli Ty masz bujną wyobraźnię i daleko idące skojarzenia – sięgnij po tę grę jak najszybciej, a się nie zawiedziesz!

Dla tych, którzy grali już kiedyś w Dixita (i być może trochę się im znudził, lub schematy są powtarzane) polecamy wymyślony przez naszych znajomych wariant „ czerwonego mściciela” –  wyimaginowanego gracza. Przy każdym haśle z wierzchu talii dorzuca się jedną kartę do tych wybranych przez graczy. Jeśli ktoś wybierze kartę mściciela, on dostaje 2 lub 3 punkty, w zależności od ilości graczy. Wariant dla osób, które lubią negatywną interakcję i zamieszanie. Zachęcamy do wypróbowania tej opcji rozgrywki i podzielenia się z nami czy wam się spodobało, czy nie!
Dodatkowo ustalamy co rundę jak gramy, np. na pokazywanie, na piosenki, na filmy, na jedno słowo, na całą historię itd… Polecamy takie urozmaicenie!

2. Koncept
Ach i och! Pierwszy raz w tę grę zagrałam na Planszówkach na Narodowym w zeszłym roku, czyli całkiem niedawno. Od razu mi się spodobała! Gra polega na pokazaniu hasła (których mamy na kartach naprawdę dużo!) za pomocą obrazków dostępnych na planszy. Przed sobą kładziemy kartę, na której wyjaśnione zostały obrazki (np. postać realna lub fikcyjna, kolory, osoba lub rzecz). Mamy znaczniki głównej myśli, którą się kierujemy, oraz mniejsze, które symbolizują poboczne skojarzenia. Znaczniki są w różnych kolorach, tak, żeby można było pokazać kilka motywów związanych z hasłem. A hasła są przeróżne, w 3 poziomach trudności – np. osoby, filmy, rzeczy, wyrażenia, przysłowia. Za zgadnięte hasło otrzymuje się żaróweczkę – kto dostanie ich najwięcej, wygrywa.


Hasło: 50 Twarzy Greya :D


Gra jest przede wszystkim ładnie wydana. Idealna dla osób, które potrafią uwzględnić najlepsze skojarzenia związane z hasłem tak, żeby inni zgadli. Trzeba troszkę pomyśleć, troszkę pokombinować, ale zabawa jest przednia. No chyba że gra się z Emilem, który wiecznie niesamowicie wydłuża rozgrywkę, bo bierze tylko najtrudniejsze warianty haseł, którymi są zazwyczaj przysłowia.

W instrukcji napisane jest, żeby grać parami, ale my tak nie robimy. Pojedynczo gra nam się o wiele lepiej, no chyba, że jest nas naprawdę dużo! Wtedy gra w parach to jedyna opcja. Napisane jest w niej również, że gra jest od 4 do 12 graczy, jednakże gra jeden na jeden jest również ciekawa, ale wtedy polecamy umówić się na łatwiejsze hasła, bo samemu główkować co takiemu potencjalnemu Emilowi do głowy przyszło to koszmar.

1. Time’s up!
Niezastąpiona gra – król wśród imprezówek! Kupiliśmy ją, bo polecił nam ją nasz kolega Maciek, choć nie graliśmy w nią wcześniej. I to był strzał w dziesiątkę! Dzięki Maciek, bo ta gra zmieniła oblicze naszych planszówkowych spotkań, jest po prostu wspaniała. Jak wygląda rozgrywka? Na każdej karcie są dwa kolory, ustalamy na który gramy i rozdajemy około 40 kart między uczestników (na większą ilość osób polecamy więcej), każdy wybiera hasła ze swoich kart, które mają brać udział w grze, przy czym dwie z nich odrzuca. Wszystkie tasujemy, kładziemy stosik na środek i już możemy grać. Pierwsza runda polega na opowiedzeniu haseł dowolnymi słowami  - nie mogą być to jednak wyrazy skrajnie podobne typu Donald – Ronald, albo angielskie znaczenia typu Kościół – Churchill (serio). Drużyna ma 30 sekund na zgadnięcie jak największej ilości haseł. Odrzucone lub niezgadnięte hasła wtasowujemy do stosiku. Kiedy już wszystkie karty zejdą, liczymy punkty. Druga runda wygląda tak samo, z wyjątkiem tego, że zamiast opowiedzieć, wypowiadamy tylko jedno słowo, którym możemy opisać hasło, a drużyna ma tylko jeden strzał. Jeśli nie wiem jak opisać hasło – kartę odrzucamy i bierzemy kolejną. Trzecia runda polega na pokazaniu hasła, a drużyna znowu ma tylko jeden strzał.



Zróżnicowanie rund daje nam szerokie pole do popisu! Musimy uważnie zapamiętywać hasła, a przy kolejnych rundach staramy się odtworzyć to co zapamiętaliśmy, typu: aha, on mówił że Roosvelt jeździł na wózku, to powiem wózek! Albo: „pulpit” – hmm co było z tym pulpitem? A tak, on powiedział, że ma ją na pulpicie – Natalie Portman! Takie skojarzenia są najlepsze i zbliżają do siebie ludzi, integrują. Nawet jeśli gracie z kimś kogo nie znacie, to możecie odkryć w sobie bratnie dusze i zmieść resztę z powierzchni Ziemi. Niesamowita zabawa z ogromną dawką śmiechu gwarantowana, baaaaaardzo polecam Time’s upa! Przekonajcie się sami.

#Gala


1 komentarz:

  1. Dixita kocham, choć nie spotkał on się z miłością moich znajomych ;)
    W Koncept bardzo bym chciała zagrać, bo ciekawi mnie ta inicjatywa ;)
    O Time's up! nie słyszałam, ale wydaje się ciekawa, trafi na mój celownik ;)

    http://pobojowiskowo.blogspot.com/search/label/gra

    OdpowiedzUsuń